Fotografia – Helen Janneson Bense

Lokalizacje – Mallacoota | Cygański punkt | Plaża Betka | Plaża Pambula Rivermouth | Ośnieżone góry

Stroje – Tiare Hawaje Sukienka maxi Holly | Sukienka maxi Tessa Królewna Śnieżka | Kapelusz z falą (podobny)| Kardigan Elyse | Hoian Crop Prime | Lniane spodnie Zeplin

Ostatniego dnia, kiedy widziałem moich rodziców, dwa i pół roku temu, niewiele wiedziałem, że pożar buszu o niewyobrażalnej wielkości zmierza bezpośrednio do ich domu. Nasza podróż dobiegła końca jeszcze tego samego dnia i pożegnaliśmy się, nie zważając na to, jak długa będzie nasza kolejna wizyta. Po około godzinie jazdy na lotnisko w Canberze otrzymaliśmy wiadomość o awaryjnej ewakuacji. Wszędzie wybuchały pożary buszu. Dym był gęsty, zamazując nasz wzrok, a drogi zamykały się za nami. Nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko jechać dalej. Bałam się opuścić rodziców, wiedząc, że z ich miasta nie ma drogi. Przegapiliśmy bycie uwięzionym w australijskich czarnych letnich pożarach o zaledwie kilka godzin. Ale to, co zostawiliśmy, od tamtej pory mocno tkwi w moim sercu.

Mallacoota jest domem moich rodziców, ale jest to również piękna miejscowość turystyczna. Taki, w którym tysiące ludzi utkwiło w pożarach buszu podczas Czarnego Lata. Moi rodzice mieli szczęście. Ich dom pozostał i chociaż było wiele do posprzątania/naprawienia, mieli dom, do którego mogli wrócić. Wielu nie. W Mallacoota utracono ponad sto domów. A Mallacoota była tylko jednym z wielu zniszczonych miast na wschodnim wybrzeżu. Utrata życia, domów, lasów i dzikiej przyrody była tragedią. Zginęły 33 osoby, utracono ponad 12 milionów hektarów buszu, 3084 domy utracone, 1,25 miliarda zwierząt utraconych i 60000 zabitych/zranionych koali. Jestem zawsze wdzięczny za wszystkich strażaków, ratowników, opiekunów dzikich zwierząt, którzy niestrudzenie pracowali, by ratować życie. I HMAS Choules, którzy uratowali moją rodzinę.

Wszystko, czego potrzebowałem po pożarach, to odwiedzić rodziców, mocno ich przytulić i dać im moją miłość i wsparcie w tej tragedii. Wszyscy wiemy, co było dalej i jak bardzo Covid wpłynął na cały świat. Oddzielił rodziny, aby wszyscy byli bezpieczni. Chociaż czekanie tak długo było bolesne, te uściski były warte czekania.

To, co najbardziej zauważyłem po powrocie, to wpływ pożarów i chowu na miasto, mieszkańców i moich rodziców. Słowo „odporność” było często rzucane i tutaj też pasuje. Dzięki swoim doświadczeniom społeczność rzeczywiście stała się coraz bardziej odporna. Moi rodzice też. W Finlandii, skąd pochodzimy, istnieje słowo „Sisu”. Opisuje pewne cechy i zachowania Finów. Sisu to siła, odwaga, odporność, wytrwałość, stoicka determinacja i to było coś, o czym przypominali mi rodzice podczas mojej wizyty.

Czas spędzony z rodziną spędzałem powoli, poruszając się z dnia na dzień w ich tempie. Każdego ranka budziłem się ze słońcem, z kangurami na trawniku, mamą karmiącą swojego joey, spokojną melodią śpiewu ptaków, orzeźwiającym rykiem oceanu i rześkim, czystym powietrzem wypełniającym moje płuca. Piekałam z mamą, ucząc się wypiekania tradycyjnego fińskiego chleba żytniego na zakwasie. Zerwaliśmy kwiaty z jej ogrodu i wykonaliśmy wieńce z kwiatów Anzac, upamiętniające tych, którzy polegli i naprawdę poświęcili się dla naszej wolności. Każdego dnia spacerowałem z tatą wzdłuż jeziora, przywitałem się z końmi i podziwiałem te piękne widoki na jezioro i ocean. Rozmawialiśmy, przytulaliśmy się i śmialiśmy, a w końcu płakaliśmy, żegnając się.

To spotkanie było wszystkim, czego wszyscy potrzebowaliśmy. Moje serce jest pełne i wiem, że już niedługo zobaczę mamę i tatę. Jeśli te ostatnie lata czegoś mnie nauczyły, to pielęgnowania wszystkich chwil, pielęgnowania tego, co jest przede mną i ufania, że ​​chociaż w tym życiowym doświadczeniu jest tyle niepewności, obejmowanie go i pamiętanie, że moje wewnętrzne „Sisu” było moim światło przewodnie.

Z miłością i wdzięcznością,

Helen XX